6 grudnia 2025 roku, Warszawa – Premier Donald Tusk poinformował o wstrzymaniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), co wywołało dyskusję na temat przyszłości regulacji dotyczących umów cywilnoprawnych. Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, zapewniła jednak, że rząd kontynuuje poszukiwania skutecznych rozwiązań w walce z tzw. “patologią umów śmieciowych”. Kluczowe pytanie brzmi: co teraz z milionami pracowników zatrudnionych na niepewnych podstawach prawnych?
Co doprowadziło do wstrzymania reformy PIP?
Projekt ustawy dotyczący reformy PIP, opracowany przez poprzedni rząd, zakładał rozszerzenie kompetencji inspektorów pracy, w tym możliwość nakazania pracodawcom przekształcenia umów o dzieło, umów-zleceń czy umów B2B w umowy o pracę. Regulacja ta, zatwierdzona przez Stały Komitet Rady Ministrów na początku grudnia ubiegłego roku, spotkała się z ostrą krytyką ze strony przedsiębiorców. Przedsiębiorcy argumentowali, że nadmierne uprawnienia dla urzędników mogą prowadzić do destabilizacji rynku pracy i utraty miejsc pracy.
Premier Tusk, uzasadniając decyzję o wstrzymaniu prac, podkreślił, że proponowane zmiany byłyby destrukcyjne dla firm. “Przesadna władza dla urzędników, wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy dla wielu ludzi” – oświadczył premier. Decyzja ta, choć zaskakująca dla niektórych, odzwierciedla pragmatyczne podejście rządu do kwestii regulacji gospodarczych. Rząd zdaje sobie sprawę z konieczności znalezienia równowagi między ochroną praw pracowniczych a zapewnieniem stabilności gospodarczej.
Co dalej z walką z umowami śmieciowymi?
Pomimo wstrzymania reformy PIP, Minister Dziemianowicz-Bąk podkreśla, że walka z “patologią umów śmieciowych” pozostaje priorytetem dla rządu. “Rozmawiamy o kształcie skutecznego narzędzia do przeciwdziałania patologii, która trawi polski rynek pracy, czyli patologii umów śmieciowych. Co do tego nie ma żadnych dyskusji, żadnego sporu” – powiedziała ministra w rozmowie z dziennikarzami. Rząd planuje konsultacje z koalicjantami w celu wypracowania kompromisowego rozwiązania.
Szczególną uwagę zwraca się na sytuację kobiet w ciąży, które często zatrudnione są na umowy cywilnoprawne i narażone są na zwolnienie z pracy z dnia na dzień. Minister Dziemianowicz-Bąk podkreśliła, że problem dotyczy milionów pracowników. “To problem, z którym Lewica chce walczyć, to problem, z którym Lewica walczyć będzie, ale za pomocą jakiego konkretnie narzędzia, jaki kształt to narzędzie będzie miało, to oczywiście będziemy ustalać z koalicjantami” – zadeklarowała szefowa MRPiPS. Rząd zdaje sobie sprawę z konieczności zapewnienia stabilności zatrudnienia dla osób w szczególnie wrażliwych sytuacjach.
Co zakładał projekt reformy PIP?
Projekt ustawy o reformie PIP przewidywał szereg zmian w funkcjonowaniu Inspekcji Pracy. Oprócz możliwości przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, planowano usprawnienie kontroli poprzez wprowadzenie kontroli zdalnych i wykorzystanie urządzeń technicznych. Projekt zakładał również wprowadzenie elektronicznej dokumentacji sporządzanej podczas kontroli oraz podniesienie wysokości kar grzywny za naruszenia praw pracowniczych. Celem tych zmian było zwiększenie skuteczności ochrony pracowników i zwalczanie nielegalnych praktyk zatrudnienia.
Projekt ustawy przewidywał również ścieżkę odwoławczą dla stron niezadowolonych z decyzji inspektora pracy. Od decyzji okręgowego inspektora można by było odwołać się do Głównego Inspektora Pracy, a następnie do sądu pracy. Zapewnienie możliwości odwołania się było odpowiedzią na obawy dotyczące nadmiernych uprawnień inspektorów pracy.
Co mówi Krajowy Plan Odbudowy?
Minister Dziemianowicz-Bąk przypomniała, że reforma PIP jest zapisana w Krajowym Planie Odbudowy (KPO). “Reforma PIP jest zapisana w Krajowym Planie Odbudowy” – powiedziała ministra. Oznacza to, że realizacja reformy jest warunkiem otrzymania środków finansowych z Unii Europejskiej. Rząd musi znaleźć rozwiązanie, które zadowoli zarówno Komisję Europejską, jak i polskie środowiska gospodarcze.
KPO zakłada modernizację polskiego rynku pracy i poprawę warunków zatrudnienia. Walka z umowami śmieciowymi jest jednym z kluczowych elementów tego procesu. Rząd musi znaleźć sposób na realizację celów KPO, jednocześnie minimalizując negatywny wpływ na gospodarkę.
Co więcej, analiza danych ZUS z ostatnich lat pokazuje, że liczba umów cywilnoprawnych systematycznie rośnie, co świadczy o problemie z ich nadużywaniem. Według danych ZUS, w 2024 roku zawarto ponad 3 miliony umów zleceń i umów o dzieło. Ta tendencja budzi niepokój wśród związków zawodowych i organizacji pracowniczych.
Co istotne, wiele firm decyduje się na zatrudnianie pracowników na umowy cywilnoprawne ze względu na niższe koszty pracy i brak obowiązku ponoszenia składek na ubezpieczenia społeczne. To zjawisko prowadzi do obniżenia dochodów budżetu państwa i pogorszenia sytuacji pracowników.
Co więcej, związki zawodowe postulują wprowadzenie mechanizmów, które utrudnią pracodawcom zatrudnianie pracowników na umowy cywilnoprawne, jeśli faktycznie wykonują oni pracę charakterystyczną dla umowy o pracę. Związki zawodowe uważają, że konieczne jest wprowadzenie bardziej rygorystycznych przepisów i skuteczniejszej kontroli.
Co do przyszłości, oczekiwania są różne. Niektórzy eksperci przewidują, że rząd będzie dążył do wypracowania kompromisu, który uwzględni interesy zarówno pracowników, jak i pracodawców. Inni uważają, że rząd może zdecydować się na wprowadzenie bardziej radykalnych zmian, które ograniczą możliwość zatrudniania pracowników na umowy cywilnoprawne. Ostateczna decyzja będzie zależeć od wyników konsultacji z koalicjantami i reakcji rynku.
